czwartek, 14 lutego 2019

Anegdotki dotyczące języka francuskiego

Ponad 200 milionów osób na 5 kontynentach mówi po francusku. Język francuski jest bardzo ważny w komunikacji międzynarodowej; jest to też jeden z najczęściej używanych języków na świecie. Warto zauważyć, iż istnieją także warianty tego języka, które znacznie różnią się od „klasycznego” francuskiego: afrykański, kanadyjski oraz belgijski.

Francuski kanadyjski, powszechnie znany jako francuski z Qubecu nieco różni się od francuskiego używanego w Europie; różnice można zauważyć w składni, wymowie i  słownictwie. Język francuski z Quebecu jest bogaty w anglicyzmy, co wynika z historii oraz  położenia geograficznego kraju. W przeciwieństwie do paryskiej formuły Kanadyjczycy stosują np. żeńskie odpowiedniki zawodów (la docteure’ (pani doktor), ‘l’écrivaine’ (pisarka) etc.). Nietrudno także rozpoznać akcent francusko-kanadyjski: największe różnice fonetyczne polegają na przekształcaniu głosek t i d w głoski ts i dz (Cela veut dire - przechodzi w wymowie w dz), a także wymawianiu głoski t na końcu wyrazów, której w standardowym francuskim nigdy nie słychać.

Obecnie w Belgii funkcjonują trzy języki urzędowe – niderlandzki, francuski i niemiecki. 40% mieszkańców Belgii posługuje się językiem francuskim, który w przeciwieństwie do “klasycznego” francuskiego zawiera liczne archaizmy (określenie czasu tantôt zamiast tout à l’heure), a także inne liczebniki (septante (70), nonante (90)), które również uznawane są za przestarzałe. Co ciekawe, Belgijski francuski pod względem słownictwa różni się także w nazewnictwie posiłków. Śniadanie to déjeuner, (zamiast petit déjeuner), obiad – dîner (déjeuner), a kolacja – souper (dîner).

Francuskim afrykańskim posługuje się około 120 milionów ludzi w Afryce. Jednakże nie stanowi on języka ojczystego dla jej mieszkańców – jest drugim językiem przyswajanym bezpośrednio po języku rodzimym. Francuski w Afryce wykształtował się pod silnym wpływem języków regionalnych i lokalnych. Złożone reguły gramatyczne zostały uproszczone, słownictwo oraz intonacja zmieniona, wpleciono także liczne słowa plemienne – np. zwrot „merci mingi” oznaczający dziękuję bardzo stanowi połączenie francuskiego „dziękuję” i lingalskiego „wiele, bardzo”.

Źródło: pl.wikipedia.org; woofla.pl

wtorek, 29 stycznia 2019

Zagrożone języki

Dziś mówi się, że na świecie istnieje 6-7 tysięcy języków. Jednak około 2400 zagrożonych jest wyginięciem. Wśród nich te, którymi posługują się plemiona Indian ukrywających się w dżunglach, ale też te, które występują w Europie.

Języki pojawiają się i znikają. Mało kto zna dziś język akadyjski czy mówi w dialekcie babilońskim. Do katalogu zagrożonych języków, które mogą za jakiś czas zniknąć, należy język Krymczaków. Krymczacy to lud turecki wyznający judaizm, zamieszkujący Krym. Ich język jest mieszanką hebrajskiego i tatarskiego oraz zapisuje się go cyrylicą. Ostatnie badania przeprowadzone 2007 roku wykazały, iż jedynie 200 osób biegle posługuje się tym językiem. Innym przykładem jest język narodowy Irlandczyków – gaelicki. Dziś tym językiem posługuje się zaledwie 40 tysięcy osób, gdyż młodzi wolą mówić po angielsku. Mimo wszelkich prób rządu, mających na celu ożywić język gaelicki, mało kto jest zainteresowany jego uczeniem się i należy on dziś do języków zagrożonych wyginięciem.

Na całym świecie są dialekty czy gwary posiadające status języków zagrożonych. Zaobserwowano, że wyraźnym sygnałem zagrożenia dla danego języka jest sytuacja, kiedy rodzice przestają go używać w rozmowie z dziećmi. Naukowcy podają różne przyczyny wymierania języków. Jedną z nich jest zjawisko globalizacji – ludzie uważają, że mają większe szanse w życiu, jeżeli posługują się językami szeroko rozpowszechnionymi. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że coraz więcej ludności przenosi się ze wsi do dużych ośrodków miejskich. Decydująca jest tutaj motywacja i chęć przekazania danego języka następnym pokoleniom.

Obchodzony 21 lutego Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego UNESCO ustanowiło na pamiątkę wydarzeń w Bangladeszu, gdzie w 1952 roku, na skutek walk o nadanie językowi bengalskiemu statusu języka urzędowego, zginęło 5 studentów.

Źródło: dw.com; natemat.pl

piątek, 25 stycznia 2019

„Maszyna nigdy nie zastąpi człowieka”

Timea Balajcza o zaletach i ograniczeniach tłumaczeń komputerowych

 „W branży tłumaczeń maszyna nigdy całkowicie nie zastąpi człowieka” – twierdzi Timea Balajcza, założycielka firmy tłumaczeniowej Balajcza Linguistic Services, mającej swoją siedzibę w Warszawie. Mówi w oparciu o wieloletnie doświadczenie rynkowe: powstała w 2010 roku firma obsługuje obecnie ponad 250 kombinacji językowych, współpracując z globalną siecią 1500 tłumaczy. Nie znaczy to jednak, że Balajcza Linguistic Services nie korzysta z możliwości, jakie oferują nowoczesne technologie.

„Korzystamy z dwóch programów CAT, przede wszystkim jednak z SDL Trados” – mówi Timea Balajcza. CAT jest skrótem od angielskiego terminu computer-assisted translation, czyli tłumaczenie wspomagane komputerowo, SDL Trados zaś profesjonalnym i cenionym na rynku oprogramowaniem. Zalety stosowania programów CAT są dla założycielki firmy oczywiste: „zwiększenie szybkości tłumaczeń, optymalizacja ich jakości, zachowanie spójności terminologii” – wymienia. Praca z takim narzędziem wygląda w uproszczeniu następująco: pliki pochodzące od klienta ładowane są do programu, do którego loguje się tłumacz. W oparciu o bazę, tzw. pamięć tłumaczeniową, program generuje podpowiedzi, które tłumacz może wykorzystać lub zignorować. Każde tłumaczenie, które zostało w programie wykonane lub do niego importowane, zasila jego pamięć. Należy wspomnieć, że producent oprogramowania, poprzez rozwiązanie w chmurze, oferuje użytkownikom dostęp do wspólnej pamięci tłumaczeniowej. Przez wzgląd na bezpieczeństwo danych Balajcza Linguistic Services korzysta jednak wyłącznie z bazy zbudowanej na podstawie własnych tłumaczeń. W przypadku firmy takiej jak Balajcza, działającej na rynku od ośmiu lat i tłumaczącej ponad 2,5 miliona słów rocznie,  własna pamięć tłumaczeniowa stanowi istotny zasób i  znacząco przyspiesza realizację niektórych zleceń. „Zwłaszcza w przypadku wielokrotnych zleceń od tego samego klienta, gdzie mamy do czynienia z konkretną specjalistyczną terminologią, posiadanie takiej bazy jest nieocenione”, podkreśla Timea Balajcza.

Możliwość korzystania z automatycznie generowanych podpowiedzi nie jest jedyną funkcją oprogramowania zwiększającą wydajność pracy firmy. Zastosowana technologia pozwala również na dostęp kilku użytkowników-tłumaczy do tego samego projektu jednocześnie. „Nasi tłumacze pracują często równolegle nad różnymi częściami tego samego projektu. Efekty ich pracy są następnie scalane, z zachowaniem spójności tłumaczenia”, tłumaczy założycielka firmy . Funkcja ta znajduje zastosowanie zwłaszcza w przypadku bardziej obszernych i kompleksowych projektów.
Firma tłumaczeniowa Balajcza zdecydowała się na serwerową wersję oprogramowania, ponieważ oferuje ona największe spośród dostępnych obecnie na rynku rozwiązań bezpieczeństwo i poufność danych. Nie mogą się z nią pod tym względem równać wspomniane rozwiązania „w chmurze”, ani tym bardziej narzędzia bezpłatne. Serwer, na którym przechowywane są dokumenty klientów Balajcza, znajduje się pod bezpośrednią kontrolą firmy. Dostęp do programu mają nie tylko zatrudnieni przez Balajcza tłumacze, ale także ci zewnętrzni, z którymi firma współpracuje. Nie ma więc potrzeby transferu dokumentów tradycyjnymi kanałami przesyłu, takimi jak poczta elektroniczna, które nie gwarantują bezpieczeństwa. „Wykonujemy między innymi tłumaczenia tekstów prawnych, marketingowych i finansowych. Nie wyobrażam sobie, aby przy obecnych wymaganiach rynkowych dotyczących poufności danych oraz wysokich karach umownych profesjonalnie działająca firma tłumaczeniowa mogło korzystać z bezpłatnego oprogramowania CAT”, mówi Timea Balajcza. Nie wszyscy klienci zdają sobie jednak sprawę ze związanego z tym ryzyka. „Znam przypadki, kiedy zastosowanie takiego bezpłatnego narzędzia przez firmę kończyło się „wyciekiem” do internetu tekstów będących przedmiotem tłumaczenia”, wspomina.

Choć w języku potocznym oba pojęcia stosuje się często zamiennie, tłumaczenie wspomagane komputerowo nie jest tym samym co tłumaczenie maszynowe. Różnica polega na stopniu udziału człowieka i maszyny, czyli programu komputerowego, w procesie tłumaczenia danego tekstu. W przypadku oprogramowania CAT program komputerowy jedynie wspiera tłumacza w jego pracy, zwiększając jej wydajność. Tłumaczenie maszynowe z kolei odbywa się bez udziału człowieka, wyłącznie za pośrednictwem algorytmów. Jednym z najbardziej znanych obecnie przykładów tłumaczeń maszynowych jest bezpłatna usługa Google Translate, która, według informacji własnej Google, „szybko przetłumaczy słowa, wyrażenia i strony internetowe z polskiego na ponad 100 innych języków i odwrotnie”.  Narzędzia tego typu stosowane są najchętniej przez użytkowników urządzeń mobilnych i sprawdzają się dobrze w prostej codziennej komunikacji, zwłaszcza w najbardziej popularnych kombinacjach językowych. Firma tłumaczeniowa Balajcza, podążając za oczekiwaniami rynku, wprowadziła niedawno do swojej oferty nieco tańsze tłumaczenia maszynowe, w połączeniu z usługą edycji przetłumaczonego tekstu przez tłumacza. Zakres stosowania tego typu tłumaczeń jest jednak bardzo ograniczony: odbywają się one jedynie na wyraźną prośbę klienta i nie obejmują dokumentów poufnych, przeznaczonych do publikacji lub innych ważnych celów. Balajcza realizuje zlecenia tłumaczenia maszynowego w oparciu o program płatny i bardziej zaawansowany niż Google Translate. Choć w rozwój tłumaczeń maszynowych inwestują nie tylko podmioty prywatne, ale także sektor publiczny, chociażby Komisja Europejska, ich jakość nadal nie dorównuje jakości tłumaczeń ludzkich. Na stronie Komisji Europejskiej, w sekcji dotyczącej zalet usługi tłumaczenia maszynowego CEF eTranslation, czytamy: „Supports the work of translators, reducing the burden of routine translation and enabling them to focus on very specific or important sections of documents”. Oznacza to, według dobrego w tym przypadku tłumaczenia Google Translate: „Wspiera pracę tłumaczy, zmniejszając obciążenie związane z rutynowym tłumaczeniem i umożliwiając im skoncentrowanie się na bardzo konkretnych lub ważnych sekcjach dokumentów”. Założycielka firmy tłumaczeniowej Balajcza, Timea Balajcza, doskonale zdaje sobie sprawę z ograniczeń tłumaczeń maszynowych w przypadku dalekiego od rutyny, żywego języka biznesowego: „Nie wyobrażam sobie, by teksty takie jak menu restauracji czy teksty marketingowe, w których liczy się specyfika języka, ton wypowiedzi, można było kiedykolwiek powierzyć maszynie”. Czas pokaże, czy ma rację.

piątek, 21 grudnia 2018

Święta w Szwajcarii

Szwajcarzy rozpoczynają świętowanie pod koniec listopada. Już wtedy stawiane są drewniane budki na rynkach i w parkach, a także rozpoczynają się jarmarki bożonarodzeniowe. Zapach sera raclette, goździków zatopionych w grzańcu oraz pieczonych kasztanów unosi się w powietrzu. W hali dworca w Zurychu co roku staje ogromna choinka przyozdobiona tysiącami kryształów Swarovskiego.

W Bazylei świąteczne dekoracje, górujące choinki i około 180 drewnianych chatek przekształca stare miasto w zimowy raj. Jarmark bożonarodzeniowy w Bazylei jest jednym z najpiękniejszych w Szwajcarii, oferującym wspaniałe atrakcje dla młodych i starszych. Usytuowany na pięknej starówce, ten malowniczy jarmark rozciąga się od Barfüsserplatz do zabytkowej katedry na Münsterplatz. Popularnym miejscem spotkań jest świąteczna piramida o wysokości 13 metrów. Wokół niej znajdują się liczne stoiska sprzedające Glühwein, czyli grzane wino, oraz stopiony ser fondue.

Theater Basel oferuje w tym roku największy kalendarz adwentowy, który nie zawiera żadnych kalorii. Każdego dnia widz zachwycany jest literacką lub muzyczną niespodzianką. Po raz 25 tradycyjna książka życzeń Bazylei pojawiła się na wewnętrznym dziedzińcu ratusza dla wszystkich mieszkańców i gości z całego świata. Przez cały okres świąteczny i nowy rok będzie można wypełnić książkę życzeniami adwentowymi, osobistymi przemyśleniami oraz listami do Świętego Mikołaja.

W Szwajcarii święta są skromniejsze niż w Polsce. Nie ma tradycji przygotowywania 12 potraw, a często pomijany jest także opłatek czy siano pod obrusem. Wynika to z faktu, iż jedynie około 40% Szwajcarów to katolicy, więc znaczna większość spędza po prostu ten czas z bliskimi. Na kolacji najczęściej króluje pieczeń, gęś, kaczka czy mięsne fondue. Prezenty dla dzieci przynosi pod choinkę Christkind, którego nie należy mylić z Jezusem ze stajenki.

Źródło: helloswitzerland.ch; basel.com; kasianarozdrozach.pl

piątek, 14 grudnia 2018

Czy język polski jest trudny dla obcokrajowców?

Język polski znajduje się na trzydziestej pozycji najczęściej używanych języków na świecie. Dla blisko 40 mln osób jest to język ojczysty. Często twierdzi się, że język polski jest na tyle trudny, iż sprawia on wiele problemów nawet Polakom. Obcokrajowcy chcący opanować nasz język nie mogą liczyć na szybki sukces, jednakże uważa się, że Słowianie wykazują mniejsze kłopoty w przyswajaniu języka polskiego ze względu na znaczne podobieństwa między językami słowiańskimi.

Jedną z największych trudności dla cudzoziemców jest siedem polskich przypadków. Dla Szwedów sposób używania ich form jest nieoczywisty, gdyż w językach skandynawskich słowa nie są przez nie odmieniane. Z drugiej strony, dla Węgrów oraz Finów, którzy mają po dwadzieścia kilka przypadków, nie powinno to stanowić najmniejszego kłopotu. Kolejnym utrapieniem może być stosowanie czasowników dokonanych oraz niedokonanych, a także kwestia naszych rodzajów. Polacy często są przekonani, iż w języku polskim występują tylko 3 rodzaje, jednakże nie jest to prawdą. Mamy pięć rodzajów w przeciwieństwie do reszty języków słowiańskich.

Polski z całą pewnością nie jest najtrudniejszy na świecie, ale do łatwych nie należy. Podobno Japończycy często postanawiają uczyć się języka polskiego tylko po to, żeby wpisać jego znajomość do CV na dowód sumienności i wytrwałości, jakiej wymaga jego opanowanie. Słowianie, którzy dosyć prędko opanowują podstawy i osiągają pewien poziom biegłości, często przenoszą do języka polskiego podobne struktury oraz wyrazy ze swoich ojczystych języków. Chociaż między polskim a innymi językami słowiańskimi znajdziemy wiele podobieństw, to czasami możemy natrafić słowa, które brzmią podobnie, ale mają zupełnie odmienne znaczenia. Przykładowo, polski „frajer” (naiwny, łatwo dający się oszukać człowiek) ma niewiele wspólnego z czeskim „frajerem” (przystojniak, amant, chłopak)

Źródło: newsweek.pl; natemat.pl; kurspolskiego.pl